Kategoria: Sport
Rozmowa Elka Cichosza z Marianem Woroninem
o dawnych sukcesach, działdowskich zawodach i dniu dzisiejszym...
* Jak zaczęła się pana przygoda ze sportem?
Zaczęło się wszystko w szkole podstawowej. W klasie IV lub V nauczyciel wychowania fizycznego zauważył mnie na lekcjach i zaprosił na zawody. Później tych zawodów było coraz więcej. W szkole średniej przyszły już pierwsze znaczące wyniki i dopiero w tym okresie zapisałem się do klubu i tam kontynuowałem swoje treningi odnosząc coraz lepsze wyniki. Pamiętam swój pierwszy liczący się wynik, 10,3 sek. na 100 metrów uzyskany w szkole średniej, ale pod okiem mojego nauczyciela ze szkoły podstawowej.
* Dziś prawie po trzydziestu latach powraca pan zapewne w swoich wspomnieniach do sukcesu olimpijskiego w Moskwie?
To był dla mnie wspaniały okres. Wcześniej w 1978 roku na mistrzostwach Europy w Pradze zdobyłem z kolegami złoty medal w sztafecie 4x100m. Dwa lata później były Igrzyska Olimpijskie w Moskwie i tam wywalczyłem srebro także w sztafecie. Takich momentów się nigdy nie zapomina.
* Okrzyknięto pana najszybszym białym człowiekiem. Jak czuł się pan na starcie biegu w towarzystwie prawie samych czarnoskórych biegaczy?
Rzeczywiście często zdarzała się sytuacja, że na starcie stu metrów stawałem w towarzystwie samych sprinterów czarnoskórych. Czułem się jak w tunelu, siedmiu czarnoskórych szybkobiegaczy i ja jedyny biały człowiek. Przez lata startów nawiązałem szereg sympatii i przyjaźni, cała nasza grupa sprinterów tworzyła naprawdę zgraną paczkę. W bardzo dobrych stosunkach byłem z Carlem Lewisem, ale za to stronił od nas Ben Jonson, który był typem samotnika, później zresztą został zdyskwalifikowany za doping.
* Choć już nie widać pana na bieżni, jednak ze sportem pan nie zerwał?
Kto raz zasmakuje w sporcie, łatwo z niego nie wychodzi. Obserwuję wielu młodych lekkoatletów i staram się dla nich organizować wiele zawodów. Słynne czwartki lekkoatletyczne, pozwalają młodym sportowcom pokazać się z jak najlepszej strony. Ich formuła nie pozwala na siedzenie w domu, jak chce się być najlepszym, to trzeba wystartować w wielu takich zawodach, aby się liczyć w końcowej klasyfikacji. Udział w zawodach to nie tylko rywalizacja sportowa, to także poznawanie innych ludzi, integracja grupy, kontakt z prawdziwym kibicem, poznawanie prawdziwej atmosfery sportowych zawodów. To co zostanie zaszczepione za młodu, procentować będzie w późniejszym okresie, kiedy młody zawodnik stanie się dorosłym, prawdziwym sportowcem. Ale przede wszystkim sport to sama radość i zdrowie.
* Czym obecnie na co dzień zajmuje się Marian Woronin?
Przez dwie poprzednie kadencje byłem w sejmiku mazowieckim i tam sprawy sportu leżały mi na sercu i o nie zabiegałem. Przez szereg lat byłem doradcą prezesa jednego z banków. Nigdy nie próbowałem prowadzenia własnego biznesu, bo uważałem, że się na tym nie znam i do tego się nie nadaję.
* Krótka ocena działdowskiego mityngu lekkoatletycznego.
Mogę śmiało powiedzieć, że te zawody są dobrze zorganizowane. Cieszy dość duża liczba startujących. Szkoda jedynie, że pogoda dla lekkoatletów jest o tej porze roku niezbyt sprzyjająca, jest odrobinę za zimno. Tu w Działdowie jest duże zainteresowanie tą dyscypliną, sporo ludzi zasiadło na widowni. Dlatego warto takie imprezy organizować i dla sportowców i dla kibiców.


